Wybierz region

Wybierz miasto

    Dajcie świadectwo prawdzie

    Autor: Beata Sypuła

    2005-01-28, Aktualizacja: 2005-02-03 09:26 źródło: Dziennik Zachodni

    Przeszywający dźwięk sygnału lokomotywy - taki sam, jaki wielokrotnie słyszeli więźniowie obozu, kiedy na rampę przyjeżdżał nowy transport z ludźmi - rozpoczął wczoraj główne uroczystości z okazji 60.

    Przeszywający dźwięk sygnału lokomotywy - taki sam, jaki wielokrotnie słyszeli więźniowie obozu, kiedy na rampę przyjeżdżał nowy transport z ludźmi - rozpoczął wczoraj główne uroczystości z okazji 60. rocznicy oswobodzenia KL Auschwitz-Birkenau. Około tysiąca byłych więźniów zgromadzonych w Brzezince słuchało go w ciszy. Nie było łez - te wylali wcześniej, kiedy przed południem opowiadali gościom specjalnym, młodzieży, dziennikarzom o najgorszych wspomnieniach.

    Hołd ocalałym i ponad milionowi, głównie żydowskich, więźniów pomordowanych w KL Auschwitz-Birkenau oddawał wczoraj cały świat, który w Oświęcimiu reprezentowany był przez najważniejszych polityków. Przemówienia wygłosili prezydent Aleksander Kwaśniewski, a także prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Izraela Mosze Kacaw. W imieniu więźniów piękne słowa - wspomnienie, ale i przestrogę - wypowiedział Władysław Bartoszewski (więzień nr 4427). W tym dniu i w tym szczególnym miejscu, cywilizowany świat mówił jednym głosem: to już nigdy nie może się zdarzyć.
    Gdy trwały przemówienia, więźniowie spoglądali tam, gdzie przeżyli obozowy koszmar. Blok 11, blok 25, plac, dróżka - odnajdywali miejsca, które naznaczyły ich na całe życie. Miejsca, z których zgodnie z nazistowskim planem, już nigdy nie mieli się uwolnić.

    - Ale przeżyliśmy - mówiła nam potem Christiannes Borras, francuska więźniarka nr 31650 ze słynnego transportu pod kryptonimem "Noc i mgła" (bo 230 działaczek politycznych oficjalnie w obozie po prostu nie istniało, miały zostać po kryjomu unicestwione). Pani Borras nie płacze, mówi dostojnie i wyraźnie, bo - jak podkreśla - chce swoją obecnością zaakcentować, że człowieka nie da się złamać, nawet poprzez tak zbrodniczy system, jaki zorganizowali Niemcy.


    Mówią wyzwoliciele
    Jakow I. Winniczenko z Moskwy

    Nie wiedzieliśmy, że natkniemy się na obóz koncentracyjny. Jedyne, co nam powiedziano, to to, że osiągniemy miasto Oświęcim. Gdy wyłoniły się druty kolczaste i baraki, zobaczyliśmy spore grupy więźniów. Straszny to był obraz. Nie mogliśmy patrzeć na tych ludzi. Byli tacy... wychudzeni, przeźroczyści. Pytaliśmy: ?Ilu was tu jest?? Mówili, że 7 tysięcy, 10 tysięcy, nikt tak naprawdę dobrze nie wiedział. Gdy weszliśmy do baraku, ludzie cieszyli się, chcieli nas ściskać, całować. Ale my patrzyliśmy na nich przerażeni. baliśmy się, że są chorzy i nas zarażą. Powiedziano nam, że większość więźniów została wypędzona przez Niemców. Mówiono, że Niemcy zabijali ludzi i palili ciała. Pamiętam odór z baraków ? nie do wytrzymania. Nie mieliśmy czasu na analizowanie tego, co zobaczyliśmy i dokładne skontrolowanie obozu. Prowadziliśmy działania wojenne. Musieliśmy iść dalej. Dziś jestem drugi raz w Oświęcimiu, pierwszy raz byłem pięć lat temu. Wracają wstrząsające wspomnienia.




    Jakow I. Winniczenko z Moskwy:
    Nie wiedzieliśmy, że natkniemy się na obóz koncentracyjny. Jedyne, co nam powiedziano, to to, że osiągniemy miasto Oświęcim. Gdy wyłoniły się druty kolczaste i baraki, zobaczyliśmy spore grupy więźniów. Straszny to był obraz. Nie mogliśmy patrzeć na tych ludzi. Byli tacy... wychudzeni, przeźroczyści. Pytaliśmy: "Ilu was tu jest?" Mówili, że 7 tysięcy, 10 tysięcy, nikt tak naprawdę dobrze nie wiedział. Gdy weszliśmy do baraku, ludzie cieszyli się, chcieli nas ściskać, całować. Ale my patrzyliśmy na nich przerażeni. baliśmy się, że są chorzy i nas zarażą. Powiedziano nam, że większość więźniów została wypędzona przez Niemców. Mówiono, że Niemcy zabijali ludzi i palili ciała. Pamiętam odór z baraków - nie do wytrzymania. Nie mieliśmy czasu na analizowanie tego, co zobaczyliśmy i dokładne skontrolowanie obozu. Prowadziliśmy działania wojenne. Musieliśmy iść dalej. Dziś jestem drugi raz w Oświęcimiu, pierwszy raz byłem pięć lat temu. Wracają wstrząsające wspomnienia.

    Genri N. Koptjew-Gomołow z Moskwy:
    - Ja - inaczej jak kolega Winniczenko - jestem w Oświęcimiu pierwszy raz od 60 lat... To jest straszne. Gdy wyzwalaliśmy obóz, miałem 17 lat. Pamiętam zniszczenia w tym rejonie. A gdy podeszliśmy pod obóz, byłem naprawdę wstrząśnięty. Spora grupa więźniów stała w tych swoich szarych ubraniach. Zaczęli się śmiać do nas, płakać. Pamiętam też wielką czerwoną flagę, którą więźniowie podobno uszyli, kiedy dowiedzieli się, że zbliżamy się do Oświęcimia. Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że doszło do tak masowego zabijania niewinnych ludzi.
    Notował: Marek Twaróg

    Komentarz DZ

    Musimy to przypominać
    Zanim wczoraj do Oświęcimia przyjechało tylu ważnych ludzi, aby uczcić ofiary zagłady, znowu przez światowe media przetoczyła się dziwna dyskusja. Kolejny raz stanęła kwestia czyje to były obozy. Niemieckie? Hitlerowskie? A może polskie? I znowu musieliśmy się tłumaczyć, że to nie nasi ojcowie są sprawcami holokaustu. Dla nas ta sprawa jest oczywista, ale dla innych... niekoniecznie. Połowa młodych Brytyjczyków nie wie, co to był KL Auschwitz. Podobnie jak połowa innych Europejczyków nie wie, że Polacy nazywają to miejsce Oświęcim. Dlatego potrzebne są takie uroczystości i ciągłe przypominanie.
    Mój dziadek mieszkał 15 km od Oświęcimia i był murarzem, więc hitlerowcy zapędzili go do budowania baraków w Brzezince. Przeżył, a mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby obarczać go choćby częścią winy.


    Sonda

    Uczniowie jednej z katowickich szkół zażądali wprowadzenia mundurków.Czy sądzisz że to dobry pomysł?

    • Tak (68%)
    • Nie (29%)
    • Trudno powiedzieć (4%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.