Wybierz region

Wybierz miasto

    Dramaty pod napięciem

    Autor: Katarzyna Skrzypek

    2005-02-11, Aktualizacja: 2005-02-10 18:36 źródło: Dziennik Zachodni

    Mężczyzna, który kradł prąd, ugotował się żywcem we własnej wannie! Wanna była stalowa, a w którymś miejscu nastąpiło przebicie. To wystarczyło i doszło do tragedii.

    Mężczyzna, który kradł prąd, ugotował się żywcem we własnej wannie! Wanna była stalowa, a w którymś miejscu nastąpiło przebicie. To wystarczyło i doszło do tragedii.

    Dramatyczne wydarzenia mogą być udziałem nie tylko złodziei prądu, ale także ich sąsiadów, dlatego każdy, kto wie o takim procederze, powinien niezwłocznie nas o tym powiadomić – mówi Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego.

    W naszym powiecie, jak mówi Grzegorz Rudek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji, co jakiś czas zgłaszane są takie sygnały.

    – Ostatnio otrzymaliśmy takie zgłoszenie z bloku przy ulicy Konstytucji 3 Maja. Mieszkający tam mężczyzna, któremu dawno temu zabrano już licznik, zerwał plomby i podłączył się „na lewo”. Zauważył to któryś z sąsiadów i zadzwonił do nas. Na miejsce od razu przyjechali pracownicy GZE i zabezpieczyli kable. Dobrze, że ktoś to zgłosił – mówi Grzegorz Rudek.
    Sam zrobiłby podobnie.

    – Koszty kradzieży ponosimy wszyscy – tłumaczy. – To tak, jak z kradzieżami paliwa, którymi są obciążani wszyscy klienci stacji benzynowych.

    Dariusz Witkowicz, komendant straży pożarnej mówi, że strażacy sprawdzają, czy w pomieszczeniach, do których wchodzą, lokatorzy nie ciągną prądu „na lewo”.

    – Wystarczyłoby przecież, żeby przewód pod napięciem polać wodą. Mogłoby dojść do porażenia strażaka. Dlatego każde miejsce sprawdzamy. Nie ma na to dużo czasu, bo akcja zaczyna się w błyskawicznym tempie, ale rzucamy okiem, czy wszystko jest w porządku. Strażak wchodzący do płonącego pomieszczenia, wchodzi tam z ufnością. Chce pomagać i wierzy, że nic oprócz ognia, z którym umie sobie radzić, tam mu nie zagraża – tłumaczy komendant.

    Inspektorzy z GZE regularnie kontrolują domy w powiecie. W jednym z mieszkań w centrum Mikołowa, gdzie ostatnio trafili, lokator nie miał licznika, bo stracił go już za niepłacenie rachunków. Podejrzenia kontrolerów wzbudziło kłębowisko kabli wepchniętych do skrzynki, w której umieszcza się liczniki.

    – Lokator ominął licznik i bezpieczniki. Wystarczyłoby, żeby doszło tu do pożaru. Straż pożarna po wykręceniu bezpieczników miałaby prawo przypuszczać, że nigdzie nie płynie prąd i spokojnie może przystąpić do gaszenia ognia. Mogłoby wówczas dojść do tragedii – mówi jeden z inspektorów z GZE.

    Sonda

    Uczniowie jednej z katowickich szkół zażądali wprowadzenia mundurków.Czy sądzisz że to dobry pomysł?

    • Tak (68%)
    • Nie (29%)
    • Trudno powiedzieć (4%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.