Wybierz region

Wybierz miasto

    Pejzaże ustami malowane

    Autor: Agata Paruch

    2005-01-21, Aktualizacja: 2005-01-21 10:21 źródło: Dziennik Zachodni

    Do Jana Sporka z Glinki w gminie Ujsoły zimą nie sposób dojechać. Wspinamy się na szczyt stromej góry, sunąc po zamarzniętym śniegu i ślizgając po zamienionym w lód potoku.

    Do Jana Sporka z Glinki w gminie Ujsoły zimą nie sposób dojechać. Wspinamy się na szczyt stromej góry, sunąc po zamarzniętym śniegu i ślizgając po zamienionym w lód potoku. Wokół bajeczny widok na beskidzkie pasmo i zdrowe świerkowe lasy. Dla 32-letniego Janka, unieruchomionego na wózku inwalidzkim, miejsce to nie jest rajem.

    – Nie wiem, co syn robiłby w czterech ścianach, gdyby nie to jego malowanie – mówi matka artysty, podając synowi pędzel.

    Modlitwa o szczęście

    Sąsiedzi pamiętają Janka, jak z innymi dziećmi biegał po łąkach. Ale coraz częściej skarżył się na zmęczenie. Opadał z sił i z trudem wracał do domu. – Martwiłam się, ale lekarze pocieszali: „Co pani chce? Przecież chłopak rośnie” – wspomina pani Helena. Mimo to nie lekceważyła objawów, choć do kolejnych specjalistów trzeba było jechać pół dnia kilkoma autobusami. Diagnoza brzmiała niczym wyrok: dystrofia, czyli postępujący zanik mięśni. Nieuleczalna choroba, skazująca człowieka na wózek i nieuchronnie prowadząca do śmierci.

    – Nie krzyczałam do Boga: „Czemu mi to zrobiłeś”. Modliłam się, by dał dziecku jak najdłuższe życie i… szczęście, mimo cierpienia – wspomina Helena.

    Janek skończył tylko podstawówkę. Potem tułał się po szpitalach, by wreszcie osiąść na stałe na swojej górce. Nie było mowy o kontynuowaniu nauki. – Może gdybym mieszkał w mieście, byłoby łatwiej dotrzeć do nas nauczycielowi, a tak pozostawiono mnie – już bez żadnego leczenia – na łasce rodziny – opowiada.

    Joni uczy radości życia

    W sanatorium w Rabce pacjentów odwiedzili Szwedzi z organizacji charytatywnej. Przywieźli m.in. książkę o Joni, amerykańskiej dziewczynie sparaliżowanej po niefortunnym skoku do wody. Malowała ustami, organizowała wystawy, udzielała wywiadów i uczyła nawet zdrową młodzież, w jaki sposób powinno się czerpać radość z życia.

    – Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o malowaniu ustami. Ale byłem jeszcze na tyle sprawny, że nie myślałem, że kiedyś i ja mógłbym w ten sposób tworzyć – wspomina Sporek. Nigdy zresztą nie marzył, że i on może być artystą. Rysował ołówkiem, budował modele statków i samolotów. – Być może zostałbym elektronikiem, a może stolarzem, bo lubiłem pracę z drewnem – opowiada.

    W sanatorium zaprzyjaźnił się ze Staszkiem Kmiecikiem z Klęczan koło nowego Sącza. Chłopak urodził się bez rąk i od lat malował stopą oraz – podobnie jak Joni – ustami. Kiedy Jan usiadł już na wózku inwalidzkim i z coraz większym trudem podnosił ręce, Stanisław doradził mu, by sięgnął po pędzel.

    – Przecież zawsze ciągnęło cię do rysowania – namawiał. „Łatwo ci mówić, skoro od urodzenia posługujesz się nogami, nawet kierujesz nimi samochodem”, myślał na początku Janek. Postanowił jednak przezwyciężyć słabość. Przez pół roku uczył się posługiwać pędzlem za pomocą ust. Był rok 1996.

    Skazany na wegetację

    Jan mówi, że życie nie polega na oglądaniu telewizji. A na to właśnie byłby skazany, siedząc przez większą część roku w czterech ścianach domu. – Bo u nas nie ma łatwego życia. Starszy brat wynosi Janka do ogrodu, ale nie ma tu nawet porządnej drogi, po której dałoby się pojeździć na wózku – ubolewa mama.

    – Gdyby nie malarstwo, choroba skazałaby mnie na wegetację. W swoich obrazach staram się wyrazić to, co czuję. Lubię przedstawiać piękno. Dlatego dominują u mnie pejzaże: góry, łąki, ośnieżone chaty. Ostatnio dostałem piękny list od staruszki znad morza, która odwiedziła wystawę twórczości niepełnosprawnych w Szczecinie. Dziękowała, bo patrząc na mój obraz, udało się jej przenieść w krainę dzieciństwa (też wychowała się w górach). Sprawiło mi to niewyobrażalną radość – dodaje artysta. Często maluje z wyobraźni.

    Spienione morskie fale, żaglowce, konie, bukiety kwiatów, wodospady. – Dzięki sztuce mam poczucie wolności; nie czekam biernie jak skazaniec na ścięcie. Cieszę się, że nie odejdę z tego świata, nie pozostawiając na ziemi własnego śladu – dodaje filozoficznie.

    Duma Glinki

    Wielkim wsparciem dla Sporka był ojciec. Kiedy umarł, Janowi znów pogorszył się stan zdrowia: – Nie mogę odżałować, że tata nie zdążył zobaczyć owoców mojej twórczości. Ale mam nadzieję, że mój najlepszy obraz mam jeszcze przed sobą i na pewno zadedykuję go ojcu.

    W Glince do niedawna plotkowano raczej o nieszczęściu, jakie dotknęło Sporków. – Teraz sołtyska pogratulowała mi w sklepie takiego syna – wzrusza się mama Jana.

    Na świecie takich artystów jak on jest około 500, w Polsce – 24. Zrzeszeni są w organizacji w Liechtensteinie, założonej przed półwieczem przez niepełnosprawnego Niemca. Otrzymują stypendia, a w zamian za to wysyłają tam swoje prace, wystawiane później na zagranicznych aukcjach. – Starszy syn jest bezrobotny, ja na groszowej emeryturze. Janek, który sprzedaje obrazy także w Polsce, jest naszym głównym żywicielem – chwali syna mama.

    Sonda

    Uczniowie jednej z katowickich szkół zażądali wprowadzenia mundurków.Czy sądzisz że to dobry pomysł?

    • Tak (68%)
    • Nie (29%)
    • Trudno powiedzieć (4%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.