Wybierz region

Wybierz miasto

    W staraniach o organizację mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym ubiegli nas... Czesi

    Autor: Jarosław Galusek

    2005-02-01, Aktualizacja: 2005-02-03 09:26 źródło: Dziennik Zachodni

    Adam Małysz błyszczy formą na kilkanaście dni przed rozpoczęciem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Polak będzie w Oberstdorfie bronił dwóch złotych medali wywalczonych na skoczniach w Predazzo.

    Adam Małysz błyszczy formą na kilkanaście dni przed rozpoczęciem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Polak będzie w Oberstdorfie bronił dwóch złotych medali wywalczonych na skoczniach w Predazzo. Tymczasem Paweł Włodarczyk, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, szykuje się do batalii o prawa do organizacji MŚ 2011 w Zakopanem.

    – W przyszłym tygodniu wybieramy się w większym gronie do ministra Wilczyńskiego i będziemy dyskutować o tej sprawie. Z moich rozmów z działaczami Międzynarodowej Federacji Narciarskiej wynika, że mając zabezpieczenie finansowe i doświadczenie w organizacji Pucharu Świata, moglibyśmy z powodzeniem ubiegać się o mistrzostwa w pierwszym wolnym terminie – mówi Włodarczyk.

    Niestety, pierwszy wolny termin oznacza rok 2011. Za dwa lata mistrzostwa odbędą się w Sapporo, a kolejne, w 2009 roku, zorganizuje Liberec. Jakim cudem Czesi zdołali się wepchnąć przed Polaków, pozostanie słodką tajemnicą działaczy PZN. W lutym 2011 roku Adam Małysz będzie miał 33 lata i 2 miesiące. Prawdopodobieństwo, że będzie jeszcze uprawiał skoki narciarskie jest bliskie zeru. Kto wtedy przyciągnie tłumy na Wielką Krokiew?

    – Wierzę, że za Adamem pójdą następni – twierdzi prezes Włodarczyk. – Dzisiaj możemy się cieszyć jedynie ze zwycięstw Małysza, który prezentuje wysoką, stabilną formę i jest jednym z głównych kandydatów do medali w Oberstdorfie. Pozostali zawodnicy wypadli w Zakopanem zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nawet wynik Roberta Matei nie jest w pełni zadowalający, bo na swojej skoczni powinien walczyć o czołową piętnastkę. A tych młodszych chłopaków nie spisujmy jeszcze na straty. To w końcu wicemistrzowie świata juniorów w konkursie drużynowym. Zanim będą coś znaczyć w „dorosłych” skokach upłynie jeszcze trochę czasu. Oni w tej chwili z chłopców przeistaczają się w mężczyzn. Dawid Kowal urósł nagle o 10 cm, Mateusz Rutkowski nabrał masy mięśniowej, dodatkowo pojawiły się przepisy regulujące minimalną wagę skoczka. Każdy z nich ma jakiś problem wynikający z przyczyn naturalnych. Jednak mamy aż 24 zawodników objętych szkoleniem centralnym. To największa reprezentacja w historii. Mają wszystko: trenerów, skocznie, wyjazdy, zawody, zgrupowania i pieniądze. Kiedyś to przyniesie efekty.

    Na razie możemy delektować się efektami pracy organizatorów, którzy po raz czwarty przygotowali imprezę dla wielotysięcznej publiczności i z roku na rok robią to coraz lepiej. Komitet Organizacyjny nie radzi sobie tylko z jednym: wprowadzeniem posiadaczy biletów na skocznię. Reszta wypada rewelacyjnie. Dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer od trzech lat nie zgłasza żadnych zastrzeżeń.

    – Dotarły do nas sygnały, że znów część kibiców posiadających bilety nie weszła na stadion. Prawdopodobnie nie potrafili przebić się przez tłumy ludzi stojące przed stadionem. Ale my na to nie mamy wpływu. Nie możemy przecież zabronić ludziom stania na ulicy – mówi Włodarczyk.

    Polska publiczność po raz kolejny udowodniła, że potrafi stworzyć doskonałe widowisko. Pod wrażeniem zachowania kibiców oraz oprawy zawodów są wszyscy. Począwszy od skoczków i ich trenerów, na gościach skończywszy. Uznanie dla Zakopanego przejawia się w różnych formach. Trener Norwegów Mika Kojonkoski nie macha narodową chorągiewką, tylko łapą z napisem „I Love Zakopane”. Co ciekawe Norwegowie nie traktują tego jako afront. Włosi, którzy za dwa tygodnie będą gospodarzami zawodów w Pragelato, przysłali specjalną ekipę z kamerą. – To jedyna taka impreza na świecie. Na drugim miejscu, ale z ogromną stratą, postawiłbym zawody w Willingen – twierdzi trener Łukasz Kruczek.




    Zwrócą pieniądze


    Organizatorzy PŚ w Zakopanem zadeklarowali wczoraj zwrot pieniędzy za bilety tym kibicom, którzy nie weszli na sobotni konkurs, gdy na stadion pod Krokwią wdarło się
    ok. 5 tys. osób bez wejściówek. Reklamacje od kibiców, którzy mimo posiadanych biletów nie weszli na widownię pod Wielką Krokwią, będą przyjmowane przez Tatrzański Związek Narciarski do 14 lutego. Muszą być złożone na piśmie, zawierać „oświadczenie o zapoznaniu się z informacjami organizatora zamieszczonymi na bilecie” i udokumentowany pobyt w Zakopanem, np. ksero biletu PKP lub PKS, rachunku za hotel itp. W reklamacji należy podać czas i okoliczności, w jakich posiadaczowi biletu nie udało się wejść na stadion. (r. m)

    Sonda

    Uczniowie jednej z katowickich szkół zażądali wprowadzenia mundurków.Czy sądzisz że to dobry pomysł?

    • Tak (68%)
    • Nie (29%)
    • Trudno powiedzieć (4%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.