Wybierz region

Wybierz miasto

    Zagryzanie smutków

    Autor: Katarzyna Skrzypek

    2005-01-20, Aktualizacja: 2005-01-20 14:51 źródło: Dziennik Zachodni

    Najbardziej cieszę się z tego, że mogę teraz wejść do sklepu i kupić sobie, co tylko zechcę. Wcześniej wystarczyło, że przekroczyłam próg, a ekspedientka już wołała: Nie mamy niczego w pani rozmiarze! Dzisiaj mogę się ...

    Najbardziej cieszę się z tego, że mogę teraz wejść do sklepu i kupić sobie, co tylko zechcę. Wcześniej wystarczyło, że przekroczyłam próg, a ekspedientka już wołała: Nie mamy niczego w pani rozmiarze! Dzisiaj mogę się ładnie ubrać, a nawet wyjść na plażę, co nie zdarzało mi się przez ostatnich dobrych kilkanaście lat – mówi Longina Filipiak.

    Wraz z innymi paniami wzięła udział w karnawałowym balu dla członkiń mikołowskiego Klubu Puszystych Super Linii, który świętował w Miejskim Domu Kultury 5—lecie istnienia.
    Trudne trzymanie wagi

    – Tym razem nie mamy żadnych rekordzistek, bo... nie mamy nowych członkiń! Te, które chciały schudnąć, już to zrobiły. Dzisiaj dbają, żeby utrzymać wagę. Czasami to dużo trudniejsze niż samo schudnięcie – tłumaczy Olga Maślanka, prezeska klubu.

    Jej słowa potwierdza Ilona Salisz, która zrzuciła ponad 20 kilogramów.
    – Odchudzenie się zajęło mi około siedmiu miesięcy. Teraz największą uwagę skupiam na tym, żeby nie nabrać ciała. A okazji jest wiele: wystarczy dziennie przegryźć kilka ciasteczek albo zjeść parę cukierków, żeby wkrótce odczuć to w biodrach. Nie chcę przytyć, bo teraz jestem i zdrowsza, i mam lepszą kondycję. Pamiętam, jak na moją nową figurę zareagowali znajomi. Wielu z nich miało nawet kłopoty z poznaniem mnie – śmieje się pani Ilona.


    Teresa Kuszka w trzy miesiące zrzuciła ponad 10 kilogramów.
    – Musiałam przede wszystkim zrezygnować z pieczywa i ziemniaków. Ciężko było się przyzwyczaić, ale stwierdziłam, że jak trzeba, to trzeba. Jedno szczęście, że nigdy nie przepadałam za słodyczami, bo nie musiałam robić żadnych rewolucji. Śmieję się, że ze słodkich rzeczy najbardziej lubię... golonko – żartuje.

    Mikołowskie puszyste spotykają się dwa razy w tygodniu na wspólnej gimnastyce, razem też jeżdżą na basen. Każdy ma również okazję do rozmowy z dietetykiem i psychologiem.
    Stres w stroju

    – Kiedy przyszłam pierwszy raz na zajęcia, byłam pełna obaw. Zastanawiałam się, jak zostanę przyjęta. Przyznam szczerze, że byłam przerażona tym, że mam się przebrać w sportowy strój. Jednak kiedy zobaczyłam ćwiczące panie w różnym wieku i o różnych figurach, cały stres minął. W klubie się nie oceniamy, nie patrzymy na siebie krytycznym okiem. Za to dopingujemy się do działania. Kiedy którejś uda się schudnąć, pozostałe gratulują i trzymają kciuki – zapewnia Ilona Salisz.

    Zdaniem prezeski klubu wiele kobiet tyje nie z przyczyn chorobowych, ale dlatego, że nie radzą sobie z emocjami.
    – Kobiety zagryzają smutki słodyczami. Kiedy źle się czują, spada im samoocena, więc otwierają lodówkę – tłumaczy Olga Maślanka.

    Dodaje, że zadaniem współpracującego z nimi psychologa jest nauczenie odpowiednich reakcji na stres. Panie rozmawiają też z dietetykiem, który ustala dla nich indywidualne menu.

    Sonda

    Uczniowie jednej z katowickich szkół zażądali wprowadzenia mundurków.Czy sądzisz że to dobry pomysł?

    • Tak (68%)
    • Nie (29%)
    • Trudno powiedzieć (4%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.