Wielki powrót mapy Hindenberga. XVII-wieczna Pszczyna jak na dłoni. Zobaczcie zdjęcia

Grzegorz Sztoler
Mapa Hindenberga z 1636 r.
Mapa Hindenberga z 1636 r. Grzegorz Sztoler
Udostępnij:
Wielki powrót mapy Hindenberga. XVII-wieczna Pszczyna i ziemia pszczyńska jak na dłoni. Ten bezcenny zabytek kartograficzny został wpisany na Polską Listę Krajową Programu UNESCO Pamięć Świata. Do 1 listopada na katowickim rynku można oglądać tę niezwykłą mapę na wystawie, obok innych bezcennych obiektów polskiego dziedzictwa kulturowego. Wystawa zatytułowana jest „Pamięć Polski. Lista Krajowa Programu UNESCO Pamięć Świata – 4. edycja”.

Stała się znana i sławna. Wpisała się do dorobku kulturowego Polski i świata. I na powrót cieszy oko, bo jest niemal jak nowa. Po kilkuletniej, żmudnej konserwacji.Ten rok dla mapy Andreasa Hindenberga był wyjątkowy. Latem wystawę poświęconą m.in. jej można było spotkać w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, przed Pałacem Prezydenckim. Niezwykłe zaskoczenie, prawda?

Można powiedzieć co za spotkanie – oto zabytek można powiedzieć niespecjalnie kochany, bo o poniemieckiej proweniencji (tak postrzega się wielokulturową śląską spuściznę w stolicy) naprzeciw siedziby polskiego prezydenta – dlaczego? Ano okazja była szczególna, bo mapa Hindenberga przedstawiająca pszczyńskie wolne państwo stanowe została wpisana na Polską Listę Krajową Programu UNESCO Pamięć Świata.

Znalazła się wśród 15 godnych obiektów, jakie zauważył Polski Komitet Programu UNESCO w mijającym 2021 roku podczas 4. edycji programu. A więc potężny awans i dostrzeżenie wartości tego niezwykłego zabytku, o którego los od dekad walczyli pszczyńscy zapaleńcy, społecznicy - jak Andrzej Złoty ze swoim Bractwem Gospodarczym Związku Górnośląskiego. I historycy, kartografowie i archiwiści.

I dopiero kiedy ci ostatni wzięli sprawy w swoje ręce problem pilnej renowacji mapy udało się z sukcesem rozwiązać. A to dzięki osobistemu zaangażowaniu dr hab. Piotra Greinera, dyrektora Archiwum Państwowego w Katowicach, który – po upadku społecznej inicjatywy – przez lata uparcie przekonywał warszawską centralę (czyli Naczelną Dyrekcję Archiwów Państwowych), że warto uratować ten cenny zabytek, jakim była sypiąca się – dosłownie – rozlatująca w pył mapa Andreasa Hindenberga z 1636 roku. Przyznał to zresztą sam na otwarciu konferencji naukowej poświęconej zabytkowi, jaka odbyła się w Sali Lustrzanej pszczyńskiego zamku.

Jak udało się doprowadzić do konserwacji mapy? Powiem, że z trudem… Tutaj muszę wspomnieć Andrzeja Złotego, hobbystę, który w 2000 roku rozpoczął kampanię ratowania tej mapy. Ta akcja w sumie się nie udała. A powiem nieskromnie, jak zostałem dyrektorem Archiwum Państwowego w Katowicach, to uznałem za punkt honoru, aby doprowadzić to dzieło do końca. Dzięki wsparciu Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych udało się pozyskać środki budżetowe, a nie jak niegdyś planował pan Złoty – ze zbiórki społecznej. I w latach 2016-2019 mapa była poddawana konserwacji na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Sporo to kosztowało podatnika polskiego, ale efekt jest oszałamiający. Ten kto widział mapę przed konserwacją i po wie, o czym mówię

– podkreślił dyrektor AP w Katowicach dr hab. Piotr Greiner, gdzie aktualnie znajduje się ten zabytek kartografii.

To prawda. Właściwie trzeba mówić „o cudzie nad mapą”, którą uratowano. Poświęcona temu konferencja miała miejsce w czwartek 30 września i piątek 1 października br. Zatytułowano ją: „Pszczyńska mapa Hindenberga z 1636 roku. Konserwacja – Kartografia – Historia”. Pierwotnie chciano zorganizować w zeszłym roku, 2020, ale pandemia wywróciła wszystko „do góry nogami” opóźniając o rok konferencję, którą poprzedziła plenerowa wystawa poświęcona konserwacji mapy, jaką można było oglądać na pszczyńskim rynku.

Pszczyńskim obradom przysłuchiwało się grono ok. 50 naukowców, archiwistów, muzealników, konserwatorów reprezentujących nie tyle pszczyńskie, ile śląskie środowisko naukowe. Wśród zgromadzonych byli też dziennikarze i pasjonaci lokalnej przeszłości. Na uroczystym otwarciu tej ważnej dla Pszczyny konferencji byli obecni – co oczywiste – jej organizatorzy: dyrektor Muzeum Zamkowego Maciej Kluss, wspomniany dyrektor Archiwum Państwowego w Katowicach dr hab. Piotr Greiner, a także dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego prof. dr hab. Jerzy Sperka. Lecz najważniejszym bohaterem konferencji była mapa i to czego dokonali toruńscy konserwatorzy, bo oni właśnie z pasją opowiadali (a właściwie opowiadały, bo to panie, wszak konserwacja wymaga anielskiej cierpliwości) o pracach nad nią. I o samych dziejach „konserwatorskich” zabytku. Usłyszeć można to było w wystąpieniach: dr Jolanty Czuczko, dr Doroty Jutrzenki-Supryn i mgr Karoliny Komsty-Sławińskiej z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Mapy Hindenberga nigdy nie oszczędzano. Była mapą gospodarczą, więc jej zleceniodawca – Seyfried (Zygfryd) II von Promnitz – używał jej często w celach administracyjnych. Wiemy, że prawdopodobnie wisiała na ścianie, w którymś z zamkowych pomieszczeń (była dużych rozmiarów 3 m na 2,7 m), choć przechowywano ją w zwiniętej formie. Potem dopiero mapę zaczęto składać i rozkładać. Już w 1721 roku, a więc niecałe sto lat po sporządzeniu, była na tyle zużyta, że sporządzono jej kopię (zaginiona mapa Meuslera). I ciągle czyniono dopiski aktualizujące treść mapy, ostatnie jeszcze w XX w. A to domalowano nowe zabudowania. A to poprawiano nazwy miejscowości – zielonym atramentem. Bądź ołówkiem – co czyniło większe szkody, bo zdarzały się przetarcia papieru. Mimo postępującego zużycia mapa aż do początków XIX w. służyła do rozstrzygania sporów granicznych.

Pierwsze próby renowacji mapy podjęto z inicjatywy księcia Jana Henryka XI von Hochberg w 1905 roku. Wtedy też podjęto decyzję o pocięciu mapy na 12 sekcji (części), które w Berlinie, w Królewskim Gabinecie Miedziorytów, zostały naklejone na sztywną tekturę – w tej postaci dotrwały do czasów współczesnych (w specjalnie wykonanej szafie-komodzie, gdzie każda sekcja miała osobną szufladę). Dokonano też – używanej do lat 90. XX w. - czarno-białej fotokopii mapy. Kosztowało to wszystko księcia 929,50 marek w złocie, ale zwróciło się z nawiązką. Bo poważniejsze zabiegi konserwacyjne podjęto dopiero sto lat później.

Jak dowiedzieć się można z konferencyjnej broszury: „Po kolejnym przeglądzie stanu zachowania mapy w 2015 roku podjęto decyzję o usunięciu folii i umieszczeniu brytów w bezkwasowych opakowaniach ochronnych oraz zlecono projekt badań wstępnych przeprowadzonych wspólnie przez pracowników Laboratorium Badań nad Trwałością i Degradację Papieru Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Katedry-Restauracji Papieru i Skóry Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu”. Ten ostatni podmiot podjął się tej trudnej i żmudnej pracy, jaką było przywrócenie świetności zaniedbanemu zabytkowi.

Bo stan jego zachowania określano jednym słowem: katastrofalny.

„Po długich staraniach katowickie Archiwum pozyskało odpowiednie finansowanie ze środków budżetowych, co umożliwiło rozpoczęcie w 2017 roku wykonanie kompleksowych prac konserwatorsko-restauratorskich, których podjęła się Pracownia Katedry Konserwacji-Restauracji Papieru i Skóry UMK w Toruniu. Prace trwały prawie trzy lata i zostały zakończone w 2019 roku”..

Konserwacja zakończyła się sukcesem, przeprowadzała ją w końcu najlepsza w Polsce pracownia konserwatorska. Ten „cud nad mapą” kosztował nieco ponad 200 tys. zł. Pieniądze pochodziły z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu podlega państwowa służba archiwalna (a więc i Archiwum Państwowe w Katowicach). Te kwoty pozyskano dzięki długoletnim i uporczywym staraniom dyrektora P. Greinera. Łańcuch osób, które przyczyniły się do tego sukcesu jest niewątpliwie większy. Skomplikowane procedury przetargowe, dzięki którym prace renowacyjne mogły ruszyć, przygotowała Katarzyna Słysz-Szczucka – szefowa promocji katowickiego AP.

W czasie pszczyńskiej konferencji toruńskie konserwatorki opowiadały o pomysłowych zabiegach, jakim poddano mapę, jej poszczególne części. Okazuje się, że trzeba było ją „naprawiać” kawałkami, brytami po kolei (jest ich w sumie trzynaście). Naraz. Jakaś kąpiel, nawilżanie, cudowne środki, jakieś hydrożele. I ostrożność, bo mapa się sypała.

- Dosłownie kruszała na naszych oczach – podkreślała K. Komsta-Sławińska.

I na dodatek brakowało 15-20 procent jej powierzchni (ta część mapy zaginęła gdzieś między końcem wojny a początkiem lat 50. XX w.). Ale i tak mapie się poszczęściło, że w ogóle przetrwała pobyt wojsk sowieckich na zamku. Nie wszystkie starocie miały tyle szczęścia…

Generalnie prace konserwatorskie skupiły się na ratowaniu tego, co z mapy ocalało. Nie zakładano rekonstrukcji treści mapy. To byłaby zbyt daleko idąca ingerencja w sam zabytek. Choć w przyszłości nie wyklucza się – ale chyba raczej cyfrowej – odtworzenia utraconych treści mapy, choćby w oparciu wspomnianą niemiecką fotokopię z początku XX w., czy przerysy dokonane przez śląskiego kartografa prof. Józefa Szaflarskiego i niemiecką historyczkę Johannę Kolendę. To jednak zadania stojące przed przyszłymi badaczami i miłośnikami mapy. Ważnej zwłaszcza dla ziemi pszczyńskiej, Śląska i Polski.

To jedyny taki zabytek w skali europejskiej. Porównywalną mapę gospodarczą ma jedynie Saksonia.

O samym twórcy mapy było dotąd niewiele wiadomo. Jego postać przybliżyły ustalenia archiwistki Joanny Strońskiej-Przybyły, kierującej pszczyńskim Oddziałem Archiwum Państwowego w Pszczynie, jak i historyka dr Jerzego Polaka, wytrawnego badacza naszego regionu.

Hindenberg już w 1603 roku występuje jako sekretarz Weigharda von Promnitza. Uczył arytmetyki i geografii jego młodszego brata Seyfrieda I (w spolszczonej wersji Zygfryda). A więc od samego początku związany był z Promitzami, którzy polecali go innym zaprzyjaźnionym śląskim rodom i władcom. Wiadomo, że w latach 1612-1614 pracował przy budowie umocnień zamku w Siedlisku, a w latach 1619-1622 kierował rozbudową umocnień Bytomia Odrzańskiego. Dokonana w latach 1622-1633 rozbudowa umocnień Brzegu przeszła pomyślny test w 1642 roku, kiedy to odparto atak wojsk szwedzkich.
Hindenberg przeszedł edukację uniwersytecką na co wskazuje jego wszechstronna wiedza, znajomość nauk ścisłych i technicznych, a także znajomość języków. Był wynalazcą. Aby zaradzić psuciu monety, wymyślił stół do liczenia pieniędzy, którego projekt opisał w publikacji wydanej w 1624 roku.
Ponieważ posiadł sztukę kreślenia planów – co przy budowie fortyfikacji było nieodzowne – jego talent wykorzystał, z korzyścią także dla nas, potomnych, Zygfryd II Promnitz. Dzięki temu wiemy, jak wyglądało pszczyńskie państwo stanowe w XVII wieku.

Dla J. Strońskiej-Przybyły ważnym odkryciem jest to, że Andreas Hindenberg był nie tylko kartografem. Na zebranie informacji biograficznych o twórcy pszczyńskiej mapy badaczka poświęciła dwa lata żmudnych poszukiwań. I pewno nie wszystkie tajemnice Andreasa Hindenberga zostały odkryte.W odczuciu obserwatorów tej konferencji, następna powinna być poświęcona przede wszystkim samej mapie, tym co na niej właściwie przedstawiono (czyli interpretacji treści mapy).

Tu nawet badacze nie byli zgodni. Dr Jerzy Paruzel z Mysłowic widział w pewnych przedstawieniach zwierząt na mapie wilki, tymczasem np. wg J. Strońskiej-Przybyły było to raczej dziki. A wilków – nie wiadomo czemu – jest zastanawiająco dużo na mapie Hindenberga. Choć z późniejszych, XVIII-wiecznych map wiadomo, że problem „wilków” istniał, skoro zaznaczano na nich pułapki na te zwierzęta (w Suszcu i katowickim Podlesiu). Poza tym geneza nazwy tyskich Wilkowyj też to potwierdza. Jak też zobowiązania pańszczyźniane – to zagrodnicy musieli szukać w Zielone Świątki młodych wilków po pszczyńskich lasach. Ale z drugiej strony, skoro tyle wilków było w pszczyńskim ekosystemie, to czym właściwie się żywiły (wychodziłoby na to, że były ciągle głodne)?

Kwestionowano też interpretację roślinności, jaką zamieściła niemiecka badaczka mapy Johanna Kolenda – zastanawiano się, jakie gatunki drzew rosły w XVII wieku na naszym terenie. Badacze nie potrafią też jednoznacznie określić, jakie zwierzęta Hindenberg ze współpracownikami (na co wskazuje jej dokładność i szczegółowość) zamieścił na mapie.

Wystąpienia naukowców znajdą się w specjalnej publikacji (ukaże się w przyszłym roku), natomiast już teraz każdy może sam zobaczyć – i skorzystać z mapy – wystarczy wstukać w serwisie https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ słowo-klucz „mapa Hindenberga”.** I nacieszyć oczy tym kolorowym cudem, które pokazuje Pszczynę i okolicę sprzed niemal czterystu lat. **Bo ten bezcenny zabytek bezpiecznie spoczywa w katowickim Archiwum Państwowym.

- Mapa w oryginalnej, papierowej wersji nie będzie udostępniana – mówi dyrektor Piotr Greiner. - No chyba, że wyjątkowo, bardzo wyjątkowo..

Wystawę poświęconą mapie Hindenberga i kilkunastu innym, bezcennym obiektom polskiego dziedzictwa kulturowego obejrzeć można do 1 listopada na katowickim rynku. Nosi ona tytuł:„Pamięć Polski. Lista Krajowa Programu UNESCO Pamięć Świata – 4. edycja”. To unikalne dokumenty powstałe w okresie od średniowiecza do II wojny światowej i które wywarły znaczący wpływ na polskie dzieje i kulturę.

Paszport covidowy z krótszą datą ważności

Wideo

Materiał oryginalny: Wielki powrót mapy Hindenberga. XVII-wieczna Pszczyna jak na dłoni. Zobaczcie zdjęcia - Pszczyna Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie